sobota, 6 maja 2017

2. ,,Nieproszona gosposia".

Obudziłam się na kanapie w czystym salonie przykryta puszystym , ciepłym kocem.  Gdy oparłam się moimi szorstkimi rękami na kanapie, poczułam dziwne uczucie. Jakby ktoś był w tym domu, obserwował mnie. Albo popadam w paranoję albo już jestem chora psychicznie. Zakładam, że i tak czeka mnie szpital dla ludzi dotkniętych wojną. 

                 W domu pachniało świeżym pieczywem, wyjętym wprost z pieca. Ściągnęłam z siebie koc, i spojrzałam na stół. Na podstawce pod napoje, leżała herbata, a obok karteczka. Wyciągnęłam dłoń po zapisany liścik:


                 Coś lepszego od alkoholu, gorąca i słodka. Chyba lubisz trzy kostki cukru? 

Spojrzałam na parujący napój. W kubku była herbata - jak w liściku było napisane - posłodzona  jeszcze gorąca. Chociaż to było dziwne, że ktoś przychodzi do domu i robi mi herbatę, wzięłam mały łyk picia. Gardło nagle przestało mnie palić, uradowane czymś innym w ustach niż bimbrem. 
Delektowałam się każdym kolejnym łykiem, przypominając sobie moje życie przed ćwierćwieczem poskromienia. Taką samą herbatę piłam z mamą i Prim...

W moich oczach zaczęły się zbierać łzy. Prymulka, moja mała siostrzyczka. Zwinęłam się w kłębek i położyłam na podłodze. Z każdą chwilą szloch stawał się głośniejszy i zachrypiały. Gardło paliło mnie tak samo jak płuca, które nie mogły nabrać powietrza. 

Podniosłam się dalej płacząc i zajrzałam do barku. Nic, pusto, próżnia, oprócz małej karteczki:                            Dieta poza alkoholowa, przypisane : herbata z cukrem, owoce, warzywa 
                                                                                                  Doktor F.

- NIE! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! - zdenerwowana rzuciłam lampką nocną w barek. 
W zupełnym nie panowaniu nad sobą, udałam się do kuchni. Już miałam czymś cisnąć o podłogę, ale mój wzrok przykuł nie równo wyrobiony bochenek chleba.

Teraz byłam już pewna, że ktoś był w moim domu.

Nagle wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą, ale nie jako pamięć smutku. Byłam huraganem, który niszczył wszystko co popadnie. Byłam rozwścieczoną falą tsunami, która przybyła do nadbrzeżnego miasta. On mnie zostawił, poddał się i wszystkich nas opuścił. Zostawił mnie samą z grubym rudym kotem, który uciekł po tygodniu braku jedzenia.

Nie miałam z kim zamienić głupiego, jednego słowa. Haymich żył w swoim świecie, gdzie liczyła się tylko czysta. Aż w końcu dostałam zaproszenie do tej krainy, a ona wciągnęła mnie w to piekło.
Walnęłam pięścią w blat.

- NIE DAM SIĘ ! Będę dawną Katniss !

- I tak trzymać, Katniss !

W drzwiach pojawił się Finnick...

____________________________________--
Dzisiaj tak trochę bez komentarza od mnie. Mam nadzieję, że się rozdział podobał :)

L.H.G